Jak to się dzieje, że w nieświadomy i niczym nie zawiniony sposób uczestniczymy w batalii konfliktów i stresów naszych rodziców i przodków? Przyczyna leży po stronie rodzicielskiego (najczęściej podświadomego) nakazu, który nieświadomie realizujemy jako cel naszego życia.

Okazuje się, że to, co gros osób poczytuje za przejaw miłości, czyli zamartwianie się o dzieci i współmałżonków, sumuje się w toksyczny bagaż, który kolejne pokolenie musi rozładować albo nieść.  A jeśli ten okaże się dla nich za ciężki, wtedy zostanie przekazany następnemu pokoleniu.

Na szczęście dzięki świadomości, możemy uzdrowić praprzyczynę i wpłynąć na zmianę kodu, który będzie dziedziczony przez kolejne pokolenie.

DOCIEKANIE PRAPRZYCZYNY

Skoro rodzicielski i rodzinny projekt pochodzi z podświadomości, język jego opisu  będzie nabierał charakteru symbolicznego, a proces leczenia musi przypominać śledztwo. W teorii Totalnej Biologii każdej z chorób odpowiada konkretna praprzyczyna – jedną z nich jest brak miłości i poczucia bezpieczeństwa w relacji między… rodzicami.

Dziecko, które ma przyjść na świat, czyta informacje przekazywane przez matkę. Jak się zaraz okaże, prawdziwym adresatem rozpaczliwego komunikatu jest ojciec dziecka, ale konsekwencje – często fizyczne, w postaci choroby, i tak zostaną przeniesione na nowe pokolenie.

Wyobraźmy sobie kobietę, która potajemnie planuje zajść w ciążę po to, żeby zatrzymać przy sobie mężczyznę. Nieświadomie matka przekazuje kod, który brzmi: Nie odchodź, a biologia dziecka czyta go bardzo  dosłownie.

Terapeuci zajmujący się diagnozowaniem chorób według kryteriów Totalnej Biologii powiedzieliby, że w tak zarysowanej sytuacji istnieje duże prawdopodobieństwo, że dziecko urodzi się z dysfunkcją bioder albo inną chorobą, która dosłownie upośledzi jego możliwości poruszania się, więc tym samym odejścia. I analogicznie: spotykając się u pacjenta z jedną z takich właśnie chorób, zapytają o relacje między rodzicami.

CHOROBA Z OPÓŹNIONYM ZAPŁONEM

Nakaz rodzinny może działać natychmiastowo i manifestować się od razu po urodzeniu dziecka, może też tkwić jak ziarno i potencjał w ciele potomka i aktywizować się dopiero w momencie stresu – prawdopodobnie pokrewnego do tego, który przeżywał któryś z członków rodziny i który stał się bodźcem do wytworzenia się podświadomego programu.

Echem stresu przeżytego w czasie wojny przez babkę, może być nawracająca depresja u wnuczki albo prawnuczki. Podobnie przestrzelone kolano dziadka, można odnieść bezpośrednio do kontuzji kolan u kolejnych pokoleń.

Odkrycie i zrozumienie nakazu rodzinnego łączy się z przełączeniem do fazy naprawczej, a skutki naprawy będą działać znów na kolejne pokolenia. Świadome przejście przez chorobę to również zrozumienie celu swojego życia i jego powiązań.

CZYJE SNY ŚNISZ?

Idąc podobnym tropem, jak podczas diagnozy choroby, możemy prześledzić prawidłowość zawodowych i osobistych wyborów. Może zostając lekarzem, architektem albo artystą realizujemy niespełnione marzenie kogoś z krewnych?

Pewien potencjał zaprogramowany w naszym ciele ma szansę uaktywnić się tu i teraz, gdy panują sprzyjające ku temu warunki. Dobrze, gdy ambicje przodków służą naszemu życiu, często jednak realizujemy program, który został nam przekazany na fali lęku: Tylko nie to…

Nasza podświadomość nie rozumie negacji. Wszystko, co się w niej pojawiło, dąży do urzeczywistnienia. Jeśli spotyka się z oporem, to w tym miejscu, z chorobą jako najlepszym rozwiązaniem patowej sytuacji , przychodzi ciało, które doskonale pamięta stres związany z daną sytuacją w przeszłości i postanawia nie dopuścić do niej ponownie. I znów: pacjent, który odkryje praprzyczynę przechodzi do fazy naprawczej. Dzięki jego świadomości, podświadomy nakaz rodzinny znika z programu.